DZIADY – WIDMA PREMIERA

Opublikowano:

3 listopada w Teatrze Królewskim odbyła się uroczysta premiera spektaklu p.t. Dziady-Widma z muzyką Stanisława Moniuszki do poematu Adama Mickiewicza. Przedstawienie uświetnił swą obecnością Wicepremier, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, prof. Piotr Gliński.

Przedstawieniem tym Polska Opera Królewska uroczyście zainaugurowała swój pierwszy sezon artystyczny. Termin premiery został wybrany nieprzypadkowo. Tuż po Uroczystości Wszystkich Świętych i Dniu Zadusznym jesteśmy pogrążeni we wspomnieniach o bliskich zmarłych, mniej skłonni do codziennego pośpiechu, nieco bardziej refleksyjni, uważni, wręcz tkliwi.

Przedstawienie Dziadów-Widm niesie Mickiewiczowskie przesłanie o wartościach, które pozwalają osiągnąć tak usilnie poszukiwane przez nas szczęście. Spektakl przypomni nam, że człowieczeństwo spełnia się nie tylko w cierpieniu, lecz także we współczuciu, miłosierdziu i miłości.

Tekst Antoniego Libery:

Dziady Mickiewicza jako podstawa Widm Moniuszki

Na Dziady wileńsko-kowieńskie, pisane przez Mickiewicza głównie w roku 1822 – wkrótce po ukazaniu się jego debiutanckiego tomiku poezji – składają się trzy bloki tekstu: przede wszystkim części II i IV, które znalazły się w drugim tomiku opublikowanym w 1823 r., wraz z wierszem Upiór, oraz część I o podtytule Widowisko, ogłoszona drukiem dopiero w 1861 roku na podstawie rękopisu odnalezionego po śmierci poety. Fragmentaryczność i różnorodność tego dzieła, zwanego przez autora poematem, ma co najmniej dwie przyczyny. Po pierwsze, wynika ona ze świadomie przyjętej estetyki właściwej romantyzmowi, która zakładała tego rodzaju środki artystyczne i kompozycyjne. Po drugie zaś, z pospolitego pośpiechu. Jak świadczy o tym korespondencja Mickiewicza, ponaglany przez wydawcę i przyjaciół autor nie zdążył wykończyć niektórych partii materiału i między innymi dlatego nie włączył do tomu z 1823 roku wcale obszernej, bo liczącej prawie pięćset wersów, części I.

Po latach, gdy Mickiewicz wyrósł na narodowego wieszcza i został uznany za jednego z największych polskich poetów, krytycy i historycy literatury próbowali zrekonstruować pierwotny zamysł autora, dociekając zwłaszcza, co miało być treścią brakującej części III. Trzeba tu przypomnieć, że napisana w dziewięć lat później w Dreźnie tak zwana Dziadów część trzecia ma bardzo luźny związek z młodzieńczym dziełem poety i nie jest, jak by się mogło zdawać, wypełnieniem luki w tamtej kompozycji, lecz utworem absolutnie autonomicznym, należącym do innego porządku.

Otóż w świetle zarówno samej materii literackiej, jak zwłaszcza dokumentacji biograficznej, Mickiewicz pragnął w tym młodzieńczym dziele połączyć dwa niezbieżne ze sobą, a nawet nie mające ze sobą nic wspólnego tematy, tkwiące jednak organicznie w tym samym gruncie rodzącej się właśnie duchowości romantycznej. Z jednej więc strony był to temat „osobisty” – temat nieszczęśliwej i niespełnionej miłości (do Maryli Wereszczakówny); a z drugiej – temat „wspólnotowy”, religijno-plemienny, nawiązujący do starożytnych wzorów greckich.

Mickiewicz, jak sam wspomina o tym w różnych miejscach, poznał w dzieciństwie obrzęd dziadów i fascynował się nim, a kiedy dorósł i pojął swoje artystyczne powołanie, zaczął myśleć o utrwaleniu go w formie literackiej. Grała w tym pewną rolę, właściwa romantyzmowi, idea posłannictwa: chodziło o to, by – niejako w ostatniej chwili przed schyłkiem i zgonem pewnej tradycji, która trwała przez blisko siedemset lat – uratować ją od zapomnienia, a zarazem pokazać, jak silnie tożsamość kulturowa związana jest z kultem religijnym. Z kolei pomysł, aby temat nieszczęśliwej miłości spleść z tematem religijno-wspólnotowym, pokazuje pewną hierarchię wartości. Chociaż dla młodego człowieka sprawa osobista – tragiczny afekt do kobiety – jest najbardziej dojmująca i najważniejsza, to jednak nabiera ona stosownej rangi dopiero wtedy, gdy zostanie wpisana w szerszy kontekst, właśnie religijno-wspólnotowy. Bez tego kontekstu miłość jawi się duszy romantycznej jako uczucie amorficzne, niepewne, przemijające. Ocalić miłość od zapomnienia i nadać jej trwałą wartość można jedynie poprzez splecenie jej z czymś nadrzędnym, ponadosobistym.

Wszystkie te idee i dylematy były żywe przez cały XIX wiek. Co więcej, obecne były również w literaturze muzycznej, szczególnie operowej. Stąd właśnie zainteresowanie tym tematem Stanisława Moniuszki. Ale Moniuszko wybrał jako podstawę literacką tylko II część Dziadów, w której motyw miłosny stanowi jedynie blady odblask tego tematu u Mickiewicza. Moniuszkę – jako kompozytora – pociągała w Dziadach głównie obrzędowość, która nierozerwalnie wiąże się z muzycznością. Bo śpiew w tej dziedzinie wydaje się czymś prymarnym, jako wysublimowana forma wyrazu rzeczy nadprzyrodzonych.

Powstała kantata, która jednak daje się wykonywać jako widowisko operowe. Moniuszko chciał, aby tekst Mickiewicza śpiewali nie tylko Guślarz (postać na podobieństwo przewodnika chóru w tragedii antycznej) i odpowiadający mu lud, ale i postaci wywoływanych duchów.

Wypada się cieszyć, że kompozytor zdążył skomponować to dzieło przed śmiercią Mickiewicza, w 1852 roku. Szkoda, że powstała zaledwie jednoczęściowa kantata, a nie pełnospektaklowa opera.

Antoni Libera

Zobacz galerię zdjęć z tego wydarzenia