Dziady – Widma / Forum

Przed uroczystą premierą spektaklu Dziady-Widma, w Galerii Rzeźb, w Starej Oranżerii Łazienek Królewskich odbyło się poświęcone jej forum, „Rozmowa o Dziadach”. Spotkanie uświetnił udział trzech intelektualistów: znanego pisarza Antoniego Libery, o. Janusza Pydy OP oraz prof. Ryszarda Peryta, dyrektora Opery. Punktem wyjścia do rozmowy był, zamieszczony poniżej, tekst o. Janusza Pydy.

Dziady, czyli o chrześcijańskiej i pogańskiej duszy polskiej

Mickiewiczowskie Dziady, i to w każdej z ich różnorodnych części, są utworem, którego nie sposób w pełni zrozumieć, a zapewne i docenić, bez odniesienia do tradycji chrześcijańskiej. Napisane jako świadoma konfrontacja z chrześcijańską prawdą o obcowaniu świętych, weszły do kanonu literatury narodowej par excellence. I jest to doprawdy paradoks, że dzieło odwołujące się do tradycji pogańskiej stało się tak ważne dla narodu, z którego tożsamością chrześcijaństwo wydaje się wręcz nieodłącznie związane.

Rozumowanie Wieszcza było na wskroś romantyczne. Tożsamość narodowa wyznaczana jest przez tradycję – możliwie najpierwotniejszą, najbardziej indywidualną i różną od wszelkich innych tradycji narodowych, tradycję nie łączącą, lecz odróżniającą dany naród od innych. Z pewnością najgłębszym i najważniejszym składnikiem tradycji są wierzenia, a nade wszystko kult religijny. Chrześcijaństwo zaś, a zwłaszcza katolicyzm, to religia powszechna, łącząca, a nie różnicująca, religia z jedną wiarą, jednym kultem, a wówczas nawet jednym językiem dla różnych narodów. Dlatego też wydawała się ona Mickiewiczowi nie do wykorzystania w kontekście romantycznej stylistyki i romantycznych celów. Odwołał się więc do tego, co jawiło się jako unikalne – do pogańskiego, słowiańskiego obrzędu dziadów. Co ciekawe, kontrastował go z chrześcijaństwem znacznie bardziej, niż miało to miejsce w rzeczywistości. Kościół bowiem ów obrzęd dosyć sprawnie godził z wiarą i całkiem zręcznie łączył go z liturgią chrześcijańską. Mickiewiczowi zależało jednak na kontraście. Chodzi o to, że Polacy, równie mocno jak słowiańszczyznę, a może nawet bardziej, mają wpisaną w swoją tożsamość tradycję łacińską, którą przyniosło chrześcijaństwo. Kochanowski, tworząc język literacki narodu, nie pisał hymnów o Światowidzie, lecz tłumaczył psalmy, a strofy swe układał na wzór horacjańskich. Polskość to także – a od, co najmniej, XVI wieku głównie – Rzym, łacina i chrześcijaństwo. Nieprawdopodobna zdolność do łączenia przeciwieństw sprawiła, że pogański obrzęd dziadów nie wszedł w świadomości zbiorowej Polaków w konflikt z chrześcijańską wiarą w czyściec czy obcowanie świętych. Być może stało się tak dlatego, że na dnie polskiej duszy leży jakaś szczególna wrażliwość i intuicja istnienia innego świata poza światem doczesnym, życia po życiu, rzeczywistości poza rzeczywistością zmysłową. Intuicja tak silna, że dosyć nonszalancka w traktowaniu różności swych przejawów i eksplikacji.

Czesław Miłosz w Piesku przydrożnym stwierdził, że jeśli nastąpi odrodzenie wiary, to w Polsce nie nadejdzie ono przez święta polegające na celebracji głównych tajemnic chrześcijaństwa, takich jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc, lecz przez – nie najważniejsze przecież w perspektywie teologicznej – święta Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego. Ta bowiem tajemnica jest, niejako podświadomie, wyczuwana przez polską duszę.

Mickiewiczowskie Dziady są zatem próbą rozróżnienia i skontrastowania tego, co pogańskie, z tym, co chrześcijańskie. Próbą genialną literacko, a kulturowo chyba jednak wątpliwą, bo rodacy Wieszcza, przyjmując za swoje jego wielkie dzieło, stępili ostrze jego myśli. Odnajdując się w tym, co pogańskie, nie odrzucili bowiem swych przekonań chrześcijańskich. Będąc Słowianami, nie przestali być łacinnikami. Czy udało się to jednak samemu Mickiewiczowi, i to w którejkolwiek z części Dziadów? Osąd należy do odbiorcy.